Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono

tyle wiemy, ile nas sprawdzonoWciąż jeszcze rozpamiętuję książkę „Dymy nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej, o której pisałam tydzień temu. Właściwie to ciężko o niej zapomnieć. Zaznaczyłam w książce kilka fragmentów, a moją uwagę zwrócił jeden, nadal tak bardzo aktualny.

Często zastanawiam się jak zachowałabym się w ekstremalnej sytuacji. Jak zachowaliby się inni? Czy mogłabym na nich liczy? Kto tylko udaje człowieka życzliwego w imię poprawnych stosunków? Mogę sobie to tylko wyobrażać, bo jak napisała Wisława Szymborska „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”

Obserwuję otaczających ludzi i zastanawiam się, kto byłby zdolny do czynów najpodlejszych. W którym z nich obudziłyby się pierwotne, zwierzęce instynkty, a kto zachowałby się z godnością właściwą człowiekowi? Wśród nas są źli ludzie (tak, to uproszczone sformułowanie), o których pisze S. Szmaglewska – którzy zachowują pozory dobrych obyczajów, wyuczonej życzliwości i poprawności, która istnieje tylko po to, aby ułatwić im życie. Nie stoją za taką postawą żadne zasady. Bo co do tego, że są wśród mnie tacy ludzie – nie mam wątpliwości. Są wokół nas, ale nie jesteśmy w stanie ich rozpoznać, możemy zaufać jedynie swojej intuicji.

U kogo przeważyłaby szala dobra, a u kogo zła? Jaka jest prawdziwa natura danego człowieka? Kto jest kim? Kto jest owcą, a kto wilkiem w przebraniu, ukrytym w stadzie? Ile sami o sobie wiemy? Chyba warto to wiedzieć. Mogę sobie tylko wyobrazić, kto nie cofnąłby się przed niczym.

I w końcu: jak ja bym się zachowała w razie dramatycznych wydarzeń? I znów: mogę to sobie jedynie wyobrażać i byłyby to jedynie przypuszczenia.

Jest tu dużo więcej pytań niż odpowiedzi, bo nikt nas nie sprawdził. Mam wrażenie, że, choć natura człowieka się nie zmieniła (wbrew temu co mówią), to obecne czasy sprzyjają bezrefleksyjności. A bez refleksji i myślenia nie może rozwinąć się nic dobrego. Jak byłoby dzisiaj? Myślę, że podobnie, jak było 70 lat temu.

Fragment „Dymy nad Birkenau” – Seweryna Szmaglewska:

„Birkenau staje się dżunglą, w której łatwo zgubić drogę. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak zareaguje na tę samą rzecz dziś, a jak jutro. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak postąpi jego sąsiad z lewej, a jak z prawej — bez względu na narodowość. Opadają łuski zasad, foremki dobrych obyczajów, które czasem w unormowanym życiu pozwalają „człowiekowi- zeru” przejść poprawnie przez wiele sytuacji, bez uświadomienia sobie i innym, że jest zerem. Tu w jakiejś chwili — może już w pierwszym dniu, przy strzyżeniu włosów, zamianie ubrania indywidualnego na lagrowe — znikają te ochraniacze. Owo zdzieranie odzieży i strzyżenie do samej skóry — to symbol bardzo istotny. Człowiek pozostaje nagi i bez puklerza. Musi sobie stworzyć nowy stosunek do rzeczywistości, w którym podstawą będzie jego wewnętrzna prawość. Są dusze przypominające kwiat kasztanu; te utrzymują się prosto mimo opadnięcia ochraniających je łusek. Są inne, które jak ameba rozpływają się w ogólnym bezładzie moralnym obozu, przystosowując swój kształt do nacisku z zewnątrz. Bywają atawizmy, bywają instynkty od dawna uśpione, które wprawdzie nie wygasły, lecz mogłyby się nie obudzić przez całe lata życia. Byt hitlerowskiego obozu koncentracyjnego potrąca je i przywołuje do głosu. Odwieczne białe i czarne, odwieczne zło i dobro powstają w głębi istoty i wychodzą na powierzchnię.

Photo by alexcoitus

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.