Syndrom niepokornych – znak naszych czasów?

7096943157_384d3fa800_z

„Niepokorni” to słowo, które w ostatnim czasie robi zawrotną karierę. Najczęściej kojarzone jest z prawicowymi publicystami. Ale ja dziś nie o tym. Niepokorność to synonim naszych czasów. Dobrze i wygodnie jest być dziś typem niepokornym.

Często mam okazję obserwować owo przedziwne zjawisko: inteligentni stają się jeszcze bardziej inteligentni, natomiast głupi tylko głupieją. Zadowalają się byle czym, a ich standardy wciąż się obniżają.

Dostrzec tę prawidłowość można wszędzie: zaczynając od telewizji, poprzez prasę, a kończąc na życiu codziennym. Czytając czy oglądając obecne serwisy internetowe przewijam najczęściej strony w poszukiwaniu czegoś co mnie zainteresuje i zaintryguje. A okazuje się, że najczęściej wszędzie poruszane są te same tematy, ubrane tylko w inne słowa. Znudzenie sięga zenitu. „To już czytałam.” „Było.” „Widziałam.” „Ile można o tym pisać?” Powtarzalność to także synonim naszych czasów. Jeśli życie ma wiele barw i odcieni, a ja nabyłam umiejętność ich rozróżniania czy zachwycania się nimi, to dlaczego wciąż oglądam te same kolory z podstawowej palety barw?

Młodzi i niepokorni

Inny znak naszych czasów (a może nie tylko naszych?) to zatrzęsienie młodych i gniewnych, którzy myśląc że są unikalni, w gruncie są do siebie bardzo podobni. Jawią się jako awatary, jeden podobny do drugiego, zlewają się w masę. A to nie tędy droga. Tam dokąd zmierzamy nie dociera się krzykiem i wrzaskiem, ale drogą ciszy i spokoju.

Chcą być znaczącym, agresywnym i liczącym się głosem, a przez to odmiennym i wyraźnym. Tylko nikt im nie powiedział, że stają się podobni do im podobnych, zlewają się z tłumem w jedną masę, aż w końcu są niczym więcej jak krzyczący głos, jakich setki czy tysiące. Jeden głośniejszy od drugiego, bo wydaje się im, że słyszalny stanie się ten najgłośniejszy. Świat zdumiewa mnie swoją powtarzalnością, ludzie do znudzenia tworzą te same schematy, a jednocześnie nie zdają sobie sprawy z własnej przeciętności. Głos, który w zamierzeniu miał ich wyróżnić sprawił, że stali się tacy sami jak inni. Zawsze z łatwością można określić w jaki nurt dana osoba uderza.

Obecnie każdy chce być enfant terrible i takim oto sposobem otaczają nas dzieci, przez co odnoszę wrażenie, że znajdujemy się w piaskownicy.

„Kto ukradł moje grabki???”

„Oddaj, to moje!!”

„Spójrzcie tylko na niego!”

Czy zatem na tle krzyku i jazgotu najgłośniejsza nie jest osamotniona i pokorna cisza?

Forma tymczasowa

Nie twierdzę, że owe formy czy schematy, które sama tworzę są unikalne, bo nie są, lecz są one zaledwie narzędziem w moich rękach, nie uważam je za realne, a jedynie używam ich w wyważony sposób. Świadoma jestem ich nierealności czy nieprawdziwości.

Cały czas staram się uchwycić ten moment, kiedy zbyt dobrze odnajduję się w jakiejś formie, ale jednocześnie nie deprecjonować jej, tylko zwyczajnie zdać sobie sprawę z jej istnienia. W końcu życie polega na tym, aby odkryć fałszywość naszych małych „ja”, a jednocześnie, wbrew wszelkim teoriom, podtrzymać je przy życiu. Tylko na chwilę. Dopiero kiedy nastanie ku temu dogodny czas – usunąć je ze swojego życia.

Dla mnie niepokorność to forma, na którą od czasu do czasu świadomie decyduję się. W głębi duszy jednak wiem, że to właśnie cisza i mądrość zawsze zwycięża.

Photo by Tambako The Jaguar

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Natalia Kolasińska

    Niestety, ale takie czasy mamy…

  • Mądre słowa! Też postrzegam niepokorność jako formę, czy coś w rodzaju przebrania. Lubię się tak czasem przebierać, a potem wracać do cichej i zwykłej mnie 😉