Popularne nie znaczy lepsze

popul

„Woda w naczyniu błyszczy, woda w morzu jest ciemna.
Małe prawdy wyrażają się jasnymi słowami.
Wielkim towarzyszy wielka cisza.”
– Rabin­dranath Tagore

Uwielbiam powyższy cytat, który jest kwintesencją nie tyle niszowych, co wartościowych dzieł, którym towarzyszy owa cisza. Ostatnio zwykło się uważać, że za popularnością stoi wysoka jakość. Nic bardziej mylnego! Kinomani i czytelnicy rzucają się na książki i filmy z listy bestsellerów, a które w rezultacie serwują łatwo przyswajalną papkę. Banał. Dla każdego i dla nikogo. A w mojej opinii najczęściej – produkt. Te wartościowe rzeczy trzeba samodzielnie wyszukiwać, odkrywać, a wręcz tropić, bo nie są one powszechnie znane. Weźmy taką listę TOP10 – czy znajduje się w niej coś, na co można by zwrócić uwagę? Czasami zdarzy się, że przez przypadek przypałęta się coś godnego uwagi, ale w większości jest to papka dla mózgu.

Ostatnio jeden z pisarzy cieszył się, że jego książka znalazła się w TOP10 najpopularniejszych książek, tylko czy faktycznie było z czego się cieszyć, skoro książka znalazła się pomiędzy „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, a twórczością Paula Coelho? Ale skoro autora satysfakcjonuje taki rezultat…

Życząc komuś odniesienia masowego sukcesu, pamiętaj, że nie życzysz mu do końca dobrze. No chyba, że dla kogoś liczy się tylko popularność, kasowy sukces i przeciętna jakość.

Photo by Miquel González Page

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Lepszy jest po prostu zwyczajny, nagi sukces 😉

  • Ja tam czasem lubię taką papkę, dobra dla zrelaksowania się po ciężkim dniu czy tygodniu. Lubię hity kinowe, choć niektórych fenomenu nie rozumiem. Uwielbiam bestsellerowego Harry’ego Pottera, Bridget Jones, Seks w Wielkim Mieście, Przyjaciół czy Chirurgów, ale zdarza mi się sięgać po bardziej niszowe tytuły. Wszystko zależy od nastroju.

    • Seks w wielkim mieście to chyba jeden z moich ulubionych seriali, wiadomo, że do niego nie dorabia się ideologii, bo służy tylko rozrywce 😉

  • Już nieraz sama się na tym przejechałam. Tak było z Panem Szarym, żałuję że wydałam te pieniądze, bo jak się okazało tyłka nie urywało. To samo jest z filmami. Nagłaśniają je, w zwiastunach pokazują najlepsze urywki, a później idziesz i znowu żałujesz. Eh, ale chyba tak to ma funkcjonować…

    • Dlatego filmy zwykle oglądam po przeczytaniu recenzji i sprawdzeniu opinii innych osób – najlepsza metoda 🙂

  • Dla mnie popularność oznacza łatwość w użytkowaniu. W kwestii literatury to zwykle minus. W kwestii podróży – koszmar. W kwestii ubioru – nuda. Ale już w kwestii oprogramowania popularność plusuje. 😉

    • Nawet nie pomyślałam o oprogramowaniu, ale zgadzam się w 100% :))

  • Ana

    Zdecydowanie: od popularności do jakości często daleka droga. Ale żyjemy w czasach, gdy liczy się ilość, niestety.