„Ja nie narzekam. Tylko informuję rzeczywistość, że nie spełnia moich wymagań.”

Ja nie narzekam. Tylko informuję rzeczywistość, że nie spełnia moich wymagań

Poniedziałek to dobry dzień, żeby ponarzekać na… narzekanie. Ostatnio wśród pewnych osób zauważyłam niepokojącą tendencję. „Narzekactwo”. Na wszystko. Rozumiem, że od czasu do czasu może się komuś coś nie podobać. Ale żeby tak cały czas? Ciągle i bez przerwy?

Kiedy narzekanie staje się sposobem na życie, to zaczyna to być mega słabe

Opór, sprzeciw, kontestowanie rzeczywistości może być na początku ciekawe, jednak z czasem staje się nużące. Jeśli wciąż wygrywasz tę samą melodię, to po pewnym czasie zaczyna ona irytować. Nie wspominam już nawet o tym, że robi się to tak nudne, że z czasem zaczynamy omijać takich ludzi, takie blogi, bo w końcu mamy wrażenie, że świat rzeczywiście jest taki jak mówią. Że jest nie taki jak być powinien – zły, podły i niewłaściwy. A przecież nie jest.

Pół biedy, jeśli narzekanie dotyczy pogody, wygranej JKM, czy przegranego meczu polskiej reprezentacji. Ale żeby tak krytykować wszystko i wszystkich, namiętnie i bez opamiętania, aż wkrótce narzekanie staje się mechanicznym odruchem? Dawno już przywykłam do tego, że rzeczywistość i zachowanie innych osób nie zawsze przystaje do naszych wyobrażeń, dlatego staram się nie odnosić do cudzych decyzji, czy wyborów. Ot, jest jak jest. Wszystko dokładnie na swoim miejscu. (Swoją drogą to zabawne, że tworząc tę notkę sama wpisuję się w opisywany schemat.)

Budowanie swojego bytu na negowaniu cudzych wyborów wydaje się być niewłaściwe, ale niestety coraz popularniejsze. Nic tak nie przynosi sławy i chwały jak dokopaniu komuś. Nie lepiej jest skupić się na budowaniu czegoś, co miałoby jakąś realną wartość? Ale przecież kreowanie wymaga dużo więcej talentu i energii, a komu by się chciało trwonić ją niepotrzebnie. No chyba, że ktoś inaczej nie potrafi, wtedy faktycznie pozostaje już tylko krytykanctwo, malkontenctwo i narzekanie. A to uzależnia.

Tak, też od czasu do czasu narzekam, tylko po to, aby „poinformować świat, że nie spełnia moich oczekiwań”. Ot, tak sobie. Ale tylko czasami. Szybko otrząsam się i wracam na właściwe tory. W końcu rzeczywistość staje się taka jaka myślimy, że jest. Zupełnie jak samospełniająca się przepowiednia.

PS. Nie, nikt mnie ostatnio nie krytykował. Po prostu opisuję zjawisko, które mnie irytuje.

Photo by Chris JL

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Joanna Rytter

    Ja też lubię sobie czasem po…marudzić 😉 ale w z zdrowych ilościach, bo wtedy zawsze mi lżej. 😉 Ale faktycznie, są takie osoby, które chyba dla zasady marudzą, a może wcale (niestety) nie zdają sobie z tego sprawy, że wciąż narzekają.

  • Ewelina

    Grr, nienawidzę tego :/ W mojej klasie narzekają dosłownie na wszystko… Wypadałoby przynajmniej narzekać na rzeczy, które rzeczywiście mają jakieś wady, a nie tak za automatu.

    • Niektórzy marudzą z przyzwyczajenia 😉 Prawie jak maruda ze Smurfów 😉

  • Taki cytat mi się przypomniał, chyba nieźle tutaj pasuje: „Ludzie są dokładnie tak szczęśliwi, jak postanawiają być”. Prawda, że ciągłe narzekanie jest irytujące dla otoczenia, a narzekając przestaje się dostrzegać te wszystkie dobre rzeczy, które przecież też nas spotykają. I mnie się czasami zdarza… ale walczę z tym 🙂

    • Też mi się zdarza, ale uświadomienie sobie tego faktu to już połowa sukcesu 😀

  • Dobrze powiedziane!

  • Ja od początku roku staram się nie narzekać, wiadomo, że czasem się zdarzy ale wtedy „za kare” muszę zrobić coś dobrego 🙂 Zazwyczaj wtedy wspieram jakąś drobną kwotą różne fundację, albo wyprowadzam na spacer psy ze schroniska. A co niech to moje narzekanie spowoduje choć trochę dobrego! 🙂

    • Świetny pomysł! W takim razie zachęcam Cię do częstego narzekania 😉