Fala jest morzem. Rozmowy o duchowości. Willigis Jäger + cytaty

Hokusai Katsushika- Wielka fala, Fala jest morzem. Rozmowy o duchowości. Willigis Jäger cytaty

Książki można podzielić na takie, które zapewniają nam rozrywkę, a także na takie, z których czerpiemy wiedzę. To dość umowny podział, ale ma on a celu pokazanie do jakiej „szufladki’ włożyć książkę, która jest tematem dzisiejszego wpisu.

Kilka lat temu natknęłam się w sieci na cytaty Willigisa Jägera, zrobiły na mnie one wówczas duże wrażenie, głównie ze względu na to, że moje poglądy były podobne.

W swoim życiu byłam katoliczką, ateistką, powtórnie katoliczką, a na końcu zafascynowałam się buddyzmem. Za każdym razem byłam przekonana, że moje poglądy są właściwie i to właśnie ja mam rację. Obecnie mój światopogląd nieco ewoluował i jeśli miałabym go jakoś określać to nazwałabym go filozofią wieczystą, filozofią o której mówi również Willigis Jäger w książce Fala jest morzem. Rozmowy o duchowości. Znajdziesz w niej wiele mądrości na temat duchowości, nauki i wiary. Warto przeczyta tę książkę, a po jej skończeniu można do niej wielokrotnie powracać.

Pytania o sens, po co?, dlaczego?, zawsze były dla mnie kluczowe i myślę, że dla większości ludzi powinny takie być, a jeśli na razie nie są, to pewnie nastanie taki moment, kiedy się staną i zaczną poszukiwać. Ja póki co znalazłam swoje odpowiedzi i można uznać, że osiągnęłam względny spokój ducha. Tylko, czy tak będzie zawsze?

Poniżej spora garść cytatów z książki Fala jest morzem Willigis Jäger. Może dla kogoś staną się inspiracją i sięgną po książkę, tak jak ja. Myślę, że Willigis Jäger posługuje się prostym i zrozumiałym językiem, ale książka będzie mogła sprawić trudność w odbiorze osobom nie zaznajomionym z tematem. Książka jest w formie rozmów: pytań i odpowiedzi.

Rzadko mi się zdarza zaznaczyć prawie połowę książki, ale tak właśnie było w tym przypadku. Ciężko było zdecydować się na to, jakie cytaty wybrać.

Na początek: cytat, czyli dla kogo jest to książka:

Nad główną świątynią szkoły zen soto widnieje tekst z XIII wieku: „Tylko tym, którzy interesują się problemami życia i śmierci, wolno tu wejść. Ci, którzy nie zostali w całości nimi dotknięci, nie mają powodu, żeby przechodzić przez tę bramę”.

Człowiek przyszłości będzie mistykiem. Całkowicie się zgadzam z takim rozumieniem wizji Joachima z Fiore, ale nie chciałbym spekulować na temat trzeciego tysiąclecia. Myślę, że XXI stulecie będzie wiekiem mistyki. Siłę napędową będą stanowić jednak nie filozofowie i teologowie, lecz fizycy. Oni jednoznacznie odsyłają do rzeczywistości, której racjonalnie nie możemy już udowodnić.  Inaczej mówiąc, oni odsyłają do tego, co wszystkie religie dotychczas słusznie nazywały Bogiem. Znajdujemy się rzeczywiście w nadzwyczajnej, przełomowej sytuacji. Czuję, że stoimy na początku przyspieszonej ewolucji naszego gatunku. Trudno na razie dostrzec, dokąd ona poprowadzi.

**

Stwierdziłem, że religie są modelami, za pomocą, których człowiek stara się zrozumieć siebie i świat. Modele nie są jednak rzeczywistością. Często opierają się na postulatach, które się tylko powiela, a których się już nie sprawdza. Jeżeli nauka tworzy model, by wyjaśnić jakieś skomplikowane procesy, to wie, że jest to tylko model i nie jest on rzeczą samą, lecz tylko wyjaśnieniem. Model zostaje zmieniony, gdy pojawiają się nowe fakty. Religie są modelami. Skoro zmienia się widzenie świata, to religie także powinny mieć odwagę tworzenia nowych modeli albo ponownego interpretowania starych. W przeciwnym wypadku raczej zagradzają ludziom drogę, niż ją otwierają.

**

Kryzysy są też czymś pozytywnym – albo przynajmniej mogą być czymś pozytywnym, jeśli się je rozpozna i wykorzysta do dokonania przełomu. Ale udaje się to, niestety, tylko nielicznym.

** 

Śmierć jest dla większości ludzi największym złem. Tak bardzo się boją, że stale ją wypierają. Jak świętować ze świadomością, ze śmierć jest nieunikniona? Czy duchowość mistyczna zmniejsza lęk przed śmiercią? Rzeczywiste doświadczenie mistyczne prowadzi do wglądu, że nie ma śmierci. To, co umiera, jest jedynie formą, w której wyraża się to, co istotne. Narodziny i umieranie nie są niczym innym jak początkiem i końcem określonej manifestacji Pierwszej Rzeczywistości. Ona sama pozostaje zupełnie nietknięta. (…) Również nasza ludzka forma się rozpadnie. Powstaną nowe formy.

**

(…) czyśćca (purgatorium). Jest on dla mnie metaforą mistycznej drogi, oczyszczenia z przywiązania do ego. To oczyszczenie – o którym mówi cała literatura mądrościowa – nie rozgrywa się w jakimś wyimaginowanym miejscu po śmierci. Dokonuje się ono tu i teraz. I nie jako kara, lecz jako poznanie. Ten proces zachodzi nie, dlatego, że sądzący Bóg chce oczyścić nasze dusze, lecz dlatego ponieważ zostaliśmy powołani do wzrostu i do wyzwolenia życia. To bolesna droga, bo identyfikujemy się z wieloma blokadami i determinacjami naszej psychiki nawet wtedy, kiedy one nam ciążą. Dlatego droga zbawienia nie jest drogą szczęścia. Prowadzi przez chorobę, cierpienie i niedostatek. Jan od Krzyża nieprzypadkowo nazwał ją ciemną nocą. Zatem to, co w świadomości potocznej wydaje się negatywne, z perspektywy mistyki może być pozytywne. Ciągle zachęcam ludzi, którzy wpadli w kryzys duchowy, żeby przyjęli go jako szansę. Cierpienie, jakie ich spotkało, nie jest pokutą lub karą za grzechy, lecz drogą zbawienia. Takie nastawienie nie jest wcale łatwe do przyjęcia, ale stwarza perspektywę, w której cierpienie i śmierć nabierają sensu.

**

Przypuszczam, że dojdzie do nowego odkrycia metafizyki. Ale dokonają tego nie filozofowie czy teologowie, lecz fizycy i biolodzy.

**

Max Planck wyznał kiedyś: „Stałem się pobożny, ponieważ doszedłem w myśleniu do końca i nie mogłem już dalej myśleć. Wszyscy przerywamy myślenie zbyt wcześnie”. Nie tylko jemu się to zdarzyło. Także inni fizycy, Erwin Schrodinger, Wolfgang Pauli, Albert Einstein, zbliżyli się do religii – a dokładniej do mistyki – w trakcie swoich badań. Werner Heisenberg wyraził to najdobitniej: „Pierwszy łyk z pucharu nauk przyrodniczych czyni ateistą, ale na dnie pucharu czeka Bóg”.

**

(…) Albert Einstein, gdy odróżnił swoją pobożność od pobożności tradycyjnego chrześcijaństwa. Dla chrześcijaństwa „Bóg jest istotą, w której opiekę się ufa, której kary się obawia (…) istotą, z którą jest się w jakimś stopniu w stosunku osobistym, mimo najwyższego szacunku, jaki się doń żywi”. Religijność badacza polega natomiast na „(…) pełnym zachwytu zdumieniu harmonią prawidłowości przyrody, w której objawia się rozum tak przemożny, że wszystko, co rozumne w ludzkim myśleniu i decydowaniu jest wobec niego zupełnie bladym odblaskiem. (…) Uczucie to jest niewątpliwie blisko spokrewnione z tym, które wypełniało istoty twórcze, pod względem religijnym we wszystkich czasach”.

**

Mistyka i nauka wzajemnie się uzupełniają. To znaczy, że mistyka – wbrew rozpowszechnionym przesądom – nie jest antyintelektualna. Mistyka nie protestuje przeciwko ratio, intelektowi czy rozumowi. Przeciwnie. Wiele mistyczek i mistyków było – na miarę swoich czasów -ludźmi wykształconymi.

**

Amerykański laureat Nagrody Nobla, Gary Zukav, który prowadził badania w obszarze subatomowym, napisał: „Jeżeli fizyka w ujęciu Bohma lub inne podobne przedsięwzięcia staną się w przyszłości przeważającą tendencją, to taniec (Zukav ma tu na myśli różne sposoby widzenia świata – przypis autora) Wschodu i Zachodu, nabierze wyjątkowej harmonii. W programie studiów fizyki w XXI wieku znajdą się wówczas wykłady z medytacji”.

**

(…) możliwość odkrycia wymiarów rzeczywistości, które co prawda, pozostają zamknięte dla naszego intelektu, są jednak dostępne naszemu doświadczeniu duchowemu. Wybitni naukowcy już to zrozumieli. Akceptują ograniczoność podejścia logiczno-racjonalnego i odkrywają mistykę

**

Dzisiejsze nauki przyrodnicze idą jego śladem. W jakim sensie? Wyjaśnię to na przykładzie mechaniki kwantowej. Doszła ona, bowiem do przełomowego wglądu, że nie ma żadnej materii. Im dalej postępuje poszukiwanie budulca materii, tym bardziej się przekonujemy, że materia jest energią, o której pochodzeniu niczego już powiedzieć nie potrafimy. Dlatego Max Planck w wykładzie wygłoszonym w roku 1944 stwierdził: „Jako fizyk mówię państwu na podstawie moich badań atomu, co następuje: Nie ma materii samej w sobie! Wszelka materia powstaje i istnieje tylko dzięki własnej sile, która wprawia cząstki atomu w drgania i łączy je w najmniejszy system słoneczny atomu”. Musimy „(…) za tą siłą przyjąć istnienie świadomego, inteligentnego ducha. Duch jest praprzyczyną materii! Nie widzialna, przemijająca materia jest tym, co realne, prawdziwą rzeczywistością, lecz niewidzialny, nieśmiertelny duch jest prawdziwy! Ponieważ nie może istnieć duch sam w sobie, lecz każdy duch należy do jakiejś istoty, dlatego musimy przyjąć z konieczności istnienie jakiejś istoty duchowej”.

**

Ale rzeczywista jedność religii nie polega na synkretyzmie, lecz na doświadczeniu rzeczywistości. Wszystkie religie uczą mistycznej drogi prowadzącej na tę płaszczyznę doświadczenia. Mistyka zyska na znaczeniu w następnych stuleciach. Uważam ją za ratunek dla teologii. Wiek XXI będzie wiekiem mistyki. Ale teologia ma z tym problemy. Podczas gdy nauki przyrodnicze odkrywają we wschodnich ezoterycznych drogach pokrewieństwo ze swoimi doświadczeniami granicznymi, u teologów mistyczna droga popadła w zapomnienie.

**

Ważniejsze niż „choroba” i „zdrowie” jest z punktu widzenia mistyki „ocalenie” (heil). „Ocalenie” oznacza coś więcej niż zdrowie. „Ocalenie” zawiera zawsze aspekt psychiczny i duchowy. Stąd „chory” człowiek może być na wskroś „ocalony” podczas gdy „zdrowy” człowiek wcale nie musi być „ocalony”. Co to znaczy „być ocalonym”? To znaczy pojąć sens życia i umieć go zinterpretować. Życie może mieć sens także wtedy, kiedy okoliczności zewnętrzne są niekorzystne. Dlatego pojęcie „ocalenia” zawiera składnik religijny. Wyrasta ono z obszaru religijnego, albowiem tylko tam pokazuje się wymiar sensu życia człowieka. Droga niekoniecznie prowadzi przez to, co człowiek nazywa szczęściem. Droga „ocalenia” może prowadzić też przez biedę, chorobę, problemy wszelkiego rodzaju, przez śmierć. Czy do „ocalenia” należy bycie szczęśliwym? Jeżeli ktoś rzeczywiście jest „ocalony”, to na pewno jest też szczęśliwy.

**

Chciałbym wywołać dyskusję. Dyskusja między Wschodem a Zachodem dopiero się zaczyna. Dzięki pobytowi w Japonii zrozumiałem, że wschodni sposób widzenia świata będzie wielkim wyzwaniem dla chrześcijan XXI stulecia, m.in. dlatego że bliższy jest ewolucyjnemu zdarzeniu i tym samym współczesnemu podejściu. Będzie to stulecie mistyki i metafizyki.

**

(…) mistyka jest ratunkiem dla teologii. W buddyzmie i hinduizmie nieznana jest instytucja kongregacji wiary, która podaje ludziom, w co mają wierzyć.

**

Oczywiście, we wschodnich religiach istnieją również wszelkie formy wyobrażeń i praktyk religijnych. Ale tam wiadomo, że ostatecznie tylko doświadczenie rzeczywistości może być celem i że religia wyrosła z mistycznego doświadczenia mędrców.

**

Chociaż może się to wydać dziwne, tak właśnie jest. Rzeczywistość, którą uważamy za rzeczywistą, nie jest rzeczywistą rzeczywistością. Rzeczywista rzeczywistość otwiera się przed nami dopiero wtedy, gdy opuścimy codzienną świadomość ego i wejdziemy w wyższą sferę świadomości, którą można – w odróżnieniu od personalnej świadomości w sferze ego – określić jako świadomość transpersonalną. Doświadczenie mistyczne jest, zatem czymś w rodzaju skoku na wyższy poziom świadomości.

**

(…) ale dokładnie tu spotkają się pewnego dnia wszystkie religie – na tym jednym szczycie Prawdy. Będą wtedy nadal różnie mówić o Jedni. Zależnie od kultury, religijnych obrazów i wyobrażeń będą tłumaczyć człowiekowi Jednię na płaszczyźnie racjonalnej. Wyznania religijne nie będą się już izolować i zwalczać. Zrozumieją, że ostatecznie miały i mają taki sam cel – światło, a nie witraże. Zainteresowanie wielu Europejczyków ezoterycznymi drogami hinduizmu i buddyzmu oceniam pozytywnie. Jest to przede wszystkim oznaka rosnącej świadomości istnienia wspólnego transkonfesyjnego rdzenia wszystkich wyznań.

**

W tym sensie Sloterdijk ma rację. F. Nietzsche, na którego się powołuje, widział to zresztą już sto lat temu. W „Tako rzecze Zaratustra” porównuje on czas młodości – a my możemy rozszerzyć to na całe życie – z wielbłądem. Wielbłąd klęka i pozwala się objuczyć. Potem, chwiejąc się, wstaje i dźwiga swój ciężar na pustynię. Tam przemienia się w lwa, tym silniejszego, im większy ciężar taszczył. Lew musi zabić smoka. Imię smoka brzmi „Powinieneś!”. Gdy zabije smoka, przemienia się w dziecko, które rozwinie się w to, czym jest w swej najgłębszej istocie. Nietzsche zwraca się tym samym przeciwko kapłanom i nauczycielom, którzy ponoć mają monopol hodowlany. Nie deprecjonuje wychowania ani wychowawców. Raczej zrozpaczony krzyczy, że się nam nie udało z człowieka zrobić człowieka. Konstatuje potężny deficyt w wychowaniu rodzaju ludzkiego spowodowany przez religię, teologię i filozofię, przez szkoły i przez politykę. Deficyt ten prowadzi dziś do pytania o sens wychowania w ogóle. Czy istnieje szansa uspołecznienia człowieka, która umożliwiałaby mu współżycie z innymi ludźmi w sposób rzeczywiście godny człowieka?

 **

Wspólna jest im wiedza lub przeczucie, że nie zadowala ich czysto intelektualne przekazywanie wiary, że na czysto kognitywnej drodze nie mogą znaleźć odpowiedzi na pytanie o sens życia. Czy to powód, dla którego nasze kościoły są puste? Zasadniczy problem współczesnego kościoła polega na tym, że w zbyt małym stopniu przekazuje on wielki skarb swej mistycznej i duchowej tradycji. Mistyczne elementy chrześcijaństwa są w kościele prawie nieobecne. Jest rzeczą znamienną, że wielcy fizycy XX wieku – Werner Heisenberg, Wolfgang Pauli, Erwin Schródinger – nie zwrócili się do chrześcijaństwa, lecz do hinduizmu i buddyzmu, gdy szukali języka, w którym mogliby wyrazić duchowy wymiar swych odkryć w zakresie fizyki. Któż dziś wie, że również chrześcijaństwo ma tradycję mistyczno-duchową nieustępującą mądrością i głębią naukom Wschodu? Mistyczni myśliciele – Mistrz Eckhart, Jan Tauler, Mikołaj z Kuzy – na długo poszli w zapomnienie.

**

Faktem jest, że w teologii chrześcijańskiej ostatnich dwustu lat nie było miejsca dla mistyki. Teologia uprawiała konsekwentną racjonalizację wiary i nie chciała nic wiedzieć o rzekomo irracjonalnej mistyce. Teologia sądziła, że musi sprostać tym samym naukowym standardom, co nauki przyrodnicze. A to zwykłe nieporozumienie. Mędrcy wszystkich religii są zgodni, że to, o co im chodzi, leży poza wszelkimi pojęciowymi sformułowaniami i racjonalnym poznaniem.

**

Jakie są najważniejsze zbieżności między filozofią platońską a mistyką? Najważniejsze zbieżności widzę w przekonaniu, że nie ma przepaści między Bogiem a światem, że świat nie jest niczym innym jak zjawianiem się tego, co boskie. W konsekwencji zbawienie jest rozumiane nie jako pokonanie owej przepaści, lecz jako przebudzenie się do prawdziwej istoty. Taki też był właściwy cel wszystkich mędrców i wszystkich założycieli religii: Wyzwolić ludzi ze stanu mroczności i wprowadzić w doświadczenie tego, co boskie.

**

Nawet, jeśli w kościele rośnie przekonanie o znaczeniu duchowości i mistyki, to ci, którzy szukają religijnych doświadczeń, nie pukają już do jego drzwi, lecz szukają szczęścia poza tradycyjnymi instytucjami. Pod wpływem tradycji buddyjskich i hinduskich powstały w świecie zachodnim niewielkie grupy i wspólnoty, które nie mają z kościołem nic albo prawie nic wspólnego. Wydaje się, że mistyka wywędrowała z kościoła.

**

(…) łączyć obszar „ja” z obszarem „my”. Powiązanie tych obszarów to jedno z największych zadań, przed jakimi stoi nasze społeczeństwo. Obecnie jesteśmy całkowicie uwięzieni w męskim narcystycznym egoizmie. By nie zginąć, musimy odzyskać obszar „my”, któremu kobiecy sposób widzenia świata przypisuje większe znaczenie. Obejmuje on m.in. otaczanie opieką, szacunek dla człowieka i natury, słuchanie, poczucie więzi i radości wspólnoty, a także uczciwą gospodarkę rynkową i socjalizację kapitalizmu. Kreatywność, radość życia, radość z pięknych rzeczy (…)

**

Uczniowie zapytali rabbiego, co jest tajemnicą jego mądrości. Na co on im odpowiedział: „Gdy siedzę, to siedzę. Gdy stoję, to stoję. Gdy idę, to idę”. Uczniowie poczuli się zakłopotani i pomyśleli, że nie zrozumieli właściwie. A więc zapytali ponownie: „Rebe, co jest tajemnicą twojej mądrości?”.  On ponownie odpowiedział: „Gdy siedzę, to siedzę. Gdy stoję, to stoję. Gdy idę, to idę”. Wtedy uczniowie się rozgniewali i odrzekli: „Rebe, co mówisz, czynimy również, ale jesteśmy dalecy od twojej mądrości”. Wtedy rabbi potrząsnął głową i powiedział: „Nie! Gdy siedzicie, to już wstaliście. Gdy stoicie, to już wyruszyliście w drogę. Gdy idziecie, to już doszliście”.

**

Potocznie z duchowością i mistyką nie kojarzy się zanurzenia w codzienność, lecz ucieczkę od świata i ascezę. Pozostawienie za sobą przyzwyczajeń życiowych i więzi stanowi pierwszy krok na drodze duchowej. Ale nie jest to asceza dla samej ascezy, lecz uwolnienie się od uwarunkowań. Pierwszy krok jest konieczny, ale równie konieczny jest powrót do świata – przy czym doświadcza się wtedy świata w zupełnie nowy, inny sposób.

**

Jeżeli ktoś pójdzie do końca drogą doświadczenia, to jako odmieniony człowiek powróci ostatecznie do codzienności.

**

Z naszych dotychczasowych rozważań wynika, że żyjemy w sytuacji progowej, w której z powodu szalonych przemian społecznych coraz więcej ludzi popada w kryzys sensu. Jednocześnie przemiany te prowadzą do duchowego przełomu, a przynajmniej do nasilenia duchowej tęsknoty. Istnieje wywodzące się od Joachima z Fiore wyobrażenie, że trzecie tysiąclecie będzie milenium ducha. Karl Rahner powiedział kiedyś, że chrześcijanin przyszłości będzie mistykiem albo w ogóle go nie będzie.

**

Ale mistyczne doświadczenie doprowadza człowieka do tego, że nie identyfikuje się już on z pierwszoplanowym ego i tym samym staje się otwarty na rzeczywistość, w której ego już nie dominuje.

**

U Eckharta i Jana od Krzyża znajdujemy wypowiedzi, które podążają w tym samym kierunku, co wypowiedzi wschodnich nauczycieli mądrości. Dla nich ego stanowi konglomerat uwarunkowań, które przyswoiliśmy sobie w ciągu życia. Całymi latami budujemy tożsamość, którą nazywamy ego. Dom rodzinny, szkoła, religia, społeczeństwo, partnerzy, przyjaciele, ideały, lęki, życzenia, przesądy, iluzje przyczyniają się do tego. Utożsamiamy się z tym zbiorem wzorców. Z pasją i lękiem bronimy swojego ego.

**

(…) Ale dzisiejsi ludzie nie są już gotowi zaniechać swojego „ja”.

**

W zależności od tego, na której płaszczyźnie świadomości się znajdujemy, rzeczywistość jawi się nam w różnym świetle. Na wyższym stopniu świadomości to, co przedtem uważaliśmy za całą rzeczywistość, rozpoznajemy jako jej część.

**

Według pozytywistów najważniejszy u człowieka jest mózg, który potrafi produkować kompleksowe neurologiczne procesy świadomości. Mistyka natomiast twierdzi coś przeciwnego. To nie mózg produkuje świadomość, lecz to świadomość stwarza sobie formy, w tym także mózg. Dlatego pierwotnie nie jesteśmy złożonym biochemicznym tworem komórkowym, lecz duchem. Duchem, który nadaje sobie w mentalnej świadomości ego tylko jedną z możliwych form, choć nie jest z nią tożsamy. Intelekt jest manifestacją ducha, a mózg jest materialnym zagęszczeniem energii duchowej. W doświadczeniu mistycznym duchowa rzeczywistość doświadcza siebie poza swymi manifestacjami i zagęszczeniami. W doświadczeniu mistycznym duch dochodzi niejako do siebie samego, podczas gdy na płaszczyźnie racjonalności z jej dualizmem podmiot – przedmiot jest jeszcze od siebie oddzielony.

**

(…) mistyka nie jest sprawą wiary, lecz doświadczenia. Ujął to trafnie C.G. Jung: „Doświadczenie religijne jest absolutne. Nie można o tym dyskutować. Można tylko powiedzieć, że nigdy takich doświadczeń się nie miało, a rozmówca na to: »Przykro mi, ale ja miałem«. I to jest koniec dyskusji. Wszystko jedno, co świat myśli o doświadczeniu religijnym. Ten, kto je ma, posiada wielki skarb, który stał się dla niego źródłem życia, sensem i pięknem, który światu i ludzkości daje nowy blask”.

**

Powiedział Ojciec, że przywiązanie do płaszczyzny mentalnej jest zjawiskiem nowożytnym. Czy to znaczy, że ludzkość przechodzi przez różne płaszczyzny świadomości? I dalej będzie przechodzić. Istnieje ewolucja świadomości, czego dowiedli J. Gebser, K. Wilber i inni. Przyszliśmy z archaicznej przedświadomości. Rozwinęliśmy później świadomość magiczną. Jej ślady znajdujemy w mitologicznych przekazach dawnych kultur, w bajkach i w obyczajach niektórych żyjących jeszcze ludów, o których wiedzę przynosi nam etnologia. Potem jednak ludzkość doszła do punktu, w którym już jej się nie udawało wyjaśnić świata na tej płaszczyźnie świadomości. Dlatego poszła dalej, na płaszczyznę mityczną. Teraz istniało już niebo z bogami – albo też tylko z jednym jedynym Bogiem – organizujące i chroniące świat. Krótko mówiąc, powstały religie do dziś kształtujące życie wielu ludzi. Ale czas, w którym świadomość religijno-mityczna obejmowała wszystkie dziedziny życia, minął. Została osiągnięta kolejna płaszczyzna świadomości, płaszczyzna mentalna, która od kilku pokoleń panuje nad naszym rozumieniem świata i siebie samych. Obecnie jednak ukształtowanie i rozwój naszych mentalnych możliwości dochodzi do kresu. Osiągamy próg, który mocą naszego naukowego i technicznego rozumu możemy, co prawda, jeszcze trochę przesunąć, ale którego nie jesteśmy w stanie przekroczyć za pomocą rozumu.

**

Jeżeli wyobrazimy sobie Pierwszą Rzeczywistość jako nieskończone morze, to wtedy jesteśmy jak fale na tym morzu. Jeśli fala doświadcza „jestem morzem”, to wtedy wciąż jest nas dwoje: fala i morze. W mistycznym doświadczeniu jednak ten dualizm zostaje przekroczony. Ego fali rozpływa się, a w jej miejsce morze doświadcza siebie jako fali. Doświadcza siebie w jedności z obiema i jako jedności obu. Tego kroku mistyk nie dokonuje, on mu się przydarza.

**

Religie są jak piękne kolorowe witraże. Nadają one światłu, które przez nie prześwieca, określoną strukturę. Jednak, jeżeli światło nie świeci, są martwe i milczą. Dlatego światło jest decydujące. Ale światła nie widzimy. Ono czyni widzialnym, samo pozostaje jednak niewidzialne. Widzialne staje się dopiero wtedy, gdy rozszczepia się na barwy i przyjmuje strukturę. Podobnie religie. Nadają temu, co nieuchwytne, co boskie pewną uchwytną strukturę.

**

Bóg i człowiek mają się do siebie jak złoto i pierścień. Są to dwie zupełnie różne rzeczy. Złoto nie jest pierścieniem, pierścień nie jest złotem. Ale tylko w złotym pierścieniu mogą się pojawić razem. Współistnieć. Złoto potrzebuje formy, a pierścień materiału, żeby mogły się uwidocznić. Tak Bóg objawia się jako człowiek. Bóg i człowiek mogą się pojawić tylko razem. Na tym polega dla mnie sens inkarnacji Jezusa. Uwidacznia ona, że wszystko jest inkarnacją Boga, od kwarków i leptonów po czysto duchowe formy, o których nie mamy pojęcia. Każdy jest Bogiem człowiekiem. Mogę też powiedzieć: Bóg zamanifestował się jako człowiek. Człowiek jest Bogiem? Tak. Nawet, jeżeli to zdanie brzmi w uszach chrześcijanina skandalicznie, wręcz heretycko i arogancko. Ale taka ocena wynika z mylnego założenia, że mistyk wypowiada takie zdanie z poziomu świadomości ego. Naprawdę zaś pochodzi ono z tego doświadczenia jedności, w którym nie ma podziału na ja i ty.

**

każdy wierzący musi zaakceptować fakt, że istnieje płaszczyzna świadomości, która przekracza jego religijne widzenie świata. Jeżeli wówczas stanie przed pytaniem o sens życia, będzie gotów wejść na drogę wewnętrzną, drogę duchową.

**

Najpierw dzieje się to, co mistycy nazywają procesem oczyszczania. Używając terminologii psychologicznej, można by też mówić o procesie indywiduacji, w którym psyche staje się przezroczysta w stosunku do wszystkich duchowych blokad i uwarunkowań, które narosły w trakcie wychowania, uspołeczniania i religijnego nauczania. Nie chodzi o to, żeby pozbyć się tych uwarunkowań, lecz o to, żeby je sobie trzeźwo uświadomić i zaakceptować. Wraz z osiągnięciem przejrzystości duszy zaczyna się przemiana w rozumieniu siebie, przede wszystkim w rozumieniu siebie na płaszczyźnie religijnej. Bóg w niebie, do którego modlimy się jako dzieci, rozpada się. I niejeden wzdycha wtedy wraz z Nietzschem: Bóg umarł! W rzeczywistości jednak to nie Bóg się rozpadł, lecz określony obraz Boga.

**

Mistyczne tradycje wielkich religii przestrzegają przed przypisywaniem zbytniej wagi zjawiskom towarzyszącym ludziom na drodze rozwoju duchowego, takim jak telekineza, prekognicja, wizje, ekstaza, lewitacja, rzekome przeżycia reinkarnacyjne i tym podobne. Oczywiście, takie doświadczenia mogą być ważne dla poszczególnych osób, a nawet dla jakiejś grupy, ale nie są one celem. Przede wszystkim nie należy ich interpretować błędnie jako znaku szczególnego wybrania. Te parapsychologiczne zdolności nie mają nic wspólnego z duchowością. Poprzez nie ujawniają się potencjały, które posiadają wszyscy ludzie, a które tylko nieliczni potrafią rozwinąć. Podobnie jest ze zdolnościami muzycznymi. Mają je wszyscy, ale tylko nieliczni stają się wirtuozami.

**

Nie potrzeba w tym celu wykonywać żadnych specjalnych praktyk duchowych. Myślę o ludziach jak F. Hólderlin, R.M. Rilke lub F. Nietzsche, który przy skale w Sils Maria przeżył oświecenie. Jego powiedzenie „Bóg umarł” jest przypuszczalnie wyrazem prawdziwego doświadczenia mistycznego. Ale na przykładzie Nietzschego można też zobaczyć, jakie niezwykłe trudności pociąga za sobą przedarcie się do transpersonalności bez przygotowania. Często brakuje ludziom układu odniesienia, w którym mogliby zlokalizować swoje doświadczenia, albo odrzucają religijną wykładnię z powodów ideologicznych. Nietzsche nie umiał sobie wyobrazić, że można interpretować doświadczenia egzystencjalne w kontekście chrześcijańskim lub w ogóle religijnym. Stąd pozostał mistykiem, który zatrzymał się w pół drogi. Który, co prawda, przebił się do obszaru transpersonalnego, potem jednak stracił orientację.

**

Mój mistrz zen, Yamada Roshi, śmiał się bez przerwy trzy dni, gdy poczynił decydujące doświadczenie. Jak łatwo zgadnąć, jego żona myślała, że zwariował. Ale nie. On śmiał się, dlatego, ponieważ oświecenie okazało się takie proste – ponieważ się przebudził i stwierdził, że rzeczywistość może być zupełnie banalna, a jednak doskonała. Nagle człowieka śmieszy cały ten mozół, cała teologia, cała filozofia. Duchowa wędrówka przebiega różnie. Zależy to ostatecznie od psychicznych predyspozycji jednostki.

 **

Mistyka, powiada Ojciec, jest inną nazwą na duchowość transkonfesyjną. A więc istnieje coś takiego jak religia poza religiami? Brzmi to paradoksalnie, jednak twierdzi Ojciec, że paradoksem nie jest. Dlaczego? Duchowość transkonfesyjna to nie jakaś konkretna religia, lecz religijność poza religiami. Stanowi ona podstawowy rys ludzkiej natury. To właściwa nam tendencja do otwarcia się na całość i jednię. Tendencja wspólna wszystkim żywym istotom, stanowiąca siłę napędową ewolucji. Dotychczas manifestowała się w przeróżnych religiach, albowiem przez tysiąclecia nie było rozdziału pomiędzy religią a duchowością. Obecnie jednak widzimy, że ta religijna siła odłącza się od odziedziczonych religii. Spotykam coraz więcej ludzi, którzy są religijni, nie czując jednocześnie przynależności do żadnej religii. W tym dostrzegam ślad postępującej ewolucji świadomości.

**

(…) chce Ojciec przez to powiedzieć, że w niedalekiej przyszłości nie będzie już religii? To za dużo powiedziane. Religie się otworzą. Dojdą do przekonania, że ich właściwym celem jest duchowość, która wychodzi poza konfesyjność. Stwierdzą przy tym, że transkonfesyjność istniała w nich zawsze. Budda nie chciał zakładać religii. Jezus nie chciał zakładać religii. Dopiero ich naśladowcy ujęli w formy doświadczenie swoich mistrzów i je zinstytucjonalizowali.

**

(…) krytyka religii immanentnie wiąże się z mistyką. Nie, dlatego, że odrzuca ona religię, lecz dlatego, że ostrzega przed jej przecenianiem.

**

Wielu ludzi identyfikuje się ze swoim wyznaniem religijnym, z ulubionymi tradycjami i wielowiekową tożsamością. Mogę sobie wyobrazić, że napotka Ojciec zdecydowany opór, jeżeli zacznie zachęcać ludzi, by z tym wszystkim się rozstali. Jak sobie Ojciec z tym radzi? Nikomu nie radzę zmieniać religii. Ja sam nie chciałbym porzucać mojego chrześcijaństwa. Ale religia jest dla mnie drogowskazem, nie zaś celem. Jeśli widzę, że drogowskaz przypisuje sobie zbyt wielką rolę i chce mnie zatrzymać, wówczas nie pozwalam na to. Naturalnie, trudno porzucić wszystko, co od dzieciństwa było oczywiste. Tego nikt nie robi, chyba, że zacznie tę oczywistość podważać albo całkowicie w nią zwątpi. I dzieje się to tym częściej, im większa staje się rozbieżność między codziennym rozumieniem świata a odziedziczonymi wyobrażeniami religijnymi.

**

Coraz więcej ludzi zwraca się ku duchowości Wschodu – zapewne w przekonaniu, ze na tej drodze najlepiej zaspokoją swoje religijno-duchowe tęsknoty. Jednak Dalajlama zaleca swoim europejskim sympatykom, żeby pozostali w odziedziczonym chrześcijańskim kręgu kulturowym. Czy zgadza się Ojciec z Dalajlamą?

Uważam za bardzo ważne pozostanie w sprawdzonych tradycjach duchowych. Znajdujemy w nich zrozumiałe dla nas możliwości interpretacyjne i wskazówki przydatne zarówno w codzienności, jak też w doświadczeniach mistycznych. Klasyczne drogi duchowe są rodzajem map ducha, które pozwalają precyzyjnie określić, gdzie jesteśmy i jakie procesy duchowe nas czekają. Istnieją pewne różnice pomiędzy poszczególnymi drogami. Ale ostatecznie drogi te mają prawie taką samą strukturę podstawową. Wszystkie prowadzą na ten sam szczyt.

**

W chrześcijaństwie mamy niemal całkowicie zapomnianą duchowość kontemplacji. W buddyzmie są zen i vipassana, w obszarze hinduistycznym rozmaite warianty jogi: krija-joga, radżajoga i patańdżali. W islamie zadomowił się sufizm, w judaizmie kabała. Jak te duchowe drogi mają się do siebie? Wykluczają się czy uzupełniają? Czy można jednocześnie iść dwoma, czy też trzeba się zdecydować na jedną? Wszystkie te drogi są ścieżkami wiodącymi na szczyt tej samej góry. Jedna prowadzi z prawej, inna z lewej, jedna stromo, druga łagodniej. Ale ostatecznie prowadzą do jednego celu. Swoją formę otrzymują od tradycji religijnej i kultury, z której pochodzą. Religie są – by pozostać przy tym obrazie – różnymi klimatami, które panują na północnym, południowym, wschodnim i zachodnim stoku góry. Kto rozpoczyna wspinaczkę, zna zrazu tylko swoje otoczenie – albo widzi tylko odmienność innych religii. Nie przeczuwa jeszcze, że ostatecznie wejdzie w obszar, w którym wszystkie drogi zbliżają się do siebie. A na końcu, gdy przejdzie przez chmury i dotrze do partii szczytowych, zobaczy, że wszyscy wspinacze zawsze byli w drodze na tej samej górze i mieli przed oczyma ten sam cel. Brzmi to trochę jak krytyka religii, a przynajmniej krytyka wyznań religijnych.

**

Jak Ojciec rozumie to stwierdzanie? W pierwszej połowie życia człowiek jest nakierowany na zewnątrz i tam lokuje swoje oczekiwania zbawcze. Partner, seks, władza, pieniądze, kariera i tym podobne przesłaniają poszukiwanie sensu i dążenie do spełnienia. W drugiej połowie życia mogą się gwałtownie pojawić problemy duchowe. Wtedy zadaniem psychoterapii przestaje być stabilizowanie ego. Staje się nim znalezienie sensu. Ale konwencjonalna psychologia nie potrafi rozwiązać tego problemu.

**

Nie wiem, gdzie byłbym dziś, gdyby chrześcijaństwo nie wprowadziło mnie w to, co religijne. Wyznania religijne są rodzajem schronienia; są progiem, przez który wielu ludzi wchodzi na drogę duchową. Na tym polega ich wartość. Nie umniejsza tego fakt, że na drodze duchowej kiedyś osiąga się punkt, w którym przekracza się ramy danego wyznania. Albowiem doświadczyć, rzeczywiście doświadczyć Boga nie można w gorsecie żadnego wyznania religijnego. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że nie bronię synkretyzmu. Przeciwnie, różne religie powinny według mnie istnieć nadal obok siebie. Potrzebujemy wielu witraży, które mówią nam coś o świetle za nimi. Religiom nie wolno jednak absolutyzować swoich poglądów. Powinny swoich zwolenników i zwolenniczki doprowadzić do doświadczenia tego, co obiecują święte księgi. Nie powinny próbować zatrzymywać ich w granicach wyznania religijnego.

**

Kto w swojej własnej tradycji religijnej umie znaleźć drogę mistyczną, ten nie potrzebuje szukać w innych religiach. Trzeba jednak powiedzieć, że w naszej dzisiejszej chrześcijańskiej pobożności to niezwykle trudne. Kontemplacji nikt nie naucza. Nie ma mistycznych nauczycieli ani duchowych dróg, które od początku byłyby nakierowane na doświadczenie tego, co boskie. Kto szuka, ten najczęściej nie ma wyboru. Zaczyna rozglądać się w innych tradycjach religijnych. Ale tak być nie musi! Moje wysiłki zmierzają właśnie do tego, żeby odgrzebać mistyczne dziedzictwo chrześcijaństwa i zbudzić je do nowego życia. Chodzi o zupełnie nieprzeczuwane skarby, które w niczym nie ustępują duchowym bogactwem mistycznym religiom Wschodu.

**

(…) już przed Platonem na przełomie VI i V wieku przed Chrystusem w południowej Italii filozof Parmenides z Elei opisał doświadczenie jedności z tym, co boskie. Neo-platonicy, Plotyn i Proklos, nauczali mistycznej filozofii nawiązującej do Platona. Są oni właściwymi twórcami philosophia perennis – filozofii wieczystej – która znalazła kontynuatorów w osobach takich wielkich europejskich mistyków, jak Mistrz Eckhart, Jan od Krzyża, Mikołaj z Kuzy, Baruch Spinoza.

**

Kiedy patrzymy na tę imponującą tradycję, nasuwa się nieodparcie pytanie, czy w ogóle trzeba zajmować się mistyką buddyjską lub hinduską? Nie to chciałem powiedzieć. Zajmowanie się duchowymi tradycjami Wschodu jest niezwykle pożyteczne. Dopiero dzięki wieloletniemu praktykowaniu zen zrozumiałem, że chrześcijańska mistyka w swym rdzeniu uczy dokładnie tego samego, co szkoły zen. Innymi słowy, dopiero pobyt w Japonii pomógł mi dostrzec i docenić skarby własnej tradycji chrześcijańskiej.

**

Jezus i Budda osiągnęli to, co możemy osiągnąć jako ludzie. Doświadczyli Pierwszej Rzeczywistości i starali się przekazać to doświadczenie innym oraz wskazać im, jak mogą dojść do tego samego. Dlatego są dla nas przewodnikami i towarzyszami na wewnętrznej drodze.

**

(…) impulsy rozwoju w kościele prawie nigdy nie przychodziły z góry. Wszystkie musiały się przebijać od dołu. Również zbliżenie świata chrześcijańskiego do duchowości Wschodu wyszło z klasztorów. Zakonnicy dzięki swej działalności misyjnej jako pierwsi zetknęli się z obcymi formami pobożności. Odkryli w innych religiach ziarno prawdy. Tak trapista Thomas Merton odkrył dla siebie i dla wielu ludzi w zachodnim świecie buddyzm zen, a Bede Griffiths hinduizm. Można by przytoczyć inne przykłady, które także pokazują, że to najczęściej zakonnicy otwierali się na inne religie i szukali dialogu. Takie podejście przychodzi kościołom z trudem. Deklarują otwartość, ale w praktyce są bardzo powściągliwe.

**

Ale kościół jako instytucja – tak jak się dzisiaj prezentuje – już nie wszędzie jest przekonujący. Slogan „Jezus tak, kościół nie!” sygnalizuje wzrost zainteresowania religijnością bez instytucji.

**

Dla mnie religie są modelami, za pomocą, których my, ludzie, staramy się określić nasze miejsce w kosmicznym zdarzeniu. Jeżeli jakiś gatunek osiągnął poziom ducha, to szuka odpowiedzi na pytania o sens swojej egzystencji i pytania o „skąd” i „dokąd”.

**

Prawdziwa jedność religii – nie boję się powiedzieć: jej właściwy cel – leży w doświadczeniu tego, co głoszą święte księgi, rytuały i ceremonie. W doświadczeniu Pierwszej Rzeczywistości wszyscy się spotykają. Albowiem, jak już powiedziałem, wszyscy dążą na szczyt tej samej góry. Doświadczenie to przekracza wszelkie wyznania.

**

Nasi teologowie są najczęściej bezradni, gdy przyjdzie do nich ktoś, kto przebił się do przestrzeni transpersonalnej. Człowiek, który dzisiaj wpadł w kryzys duchowy – lub poczynił prawdziwe mistyczne doświadczenie – i szuka wsparcia, z reguły prędzej idzie do psychologa, psychoterapeuty czy naturoterapeuty niż do duszpasterza.

**

Dzisiaj wiemy, że nie przyjmujemy w siebie świata w sposób neutralny, lecz kreujemy go odpowiednio do poznawczych możliwości naszego mózgu. Wiemy, że poza nami nie ma ani barw, ani dźwięków, są wyłącznie drgania. To nasz mózg konstruuje z nich określony świat. A mózg wielorybów i delfinów wytwarza jakiś zupełnie inny obraz świata.

**

(…) religia. Przez wieki wypełniała ona znakomicie swoje zadanie i czyni to jeszcze dzisiaj. Religia należy do ewolucji. Jeżeli dzisiaj doszliśmy do punktu, w którym udzielane przez nią odpowiedzi już nie wystarczają, to znaczy, że ewolucja poszła dalej. I teraz musi powstać jakaś nowa lub zmodyfikowana umiejętność, która pozwoli człowiekowi zrozumieć samego siebie. Religia rozwija się dalej wraz z człowiekiem.

**

(…) mówiąc o tym, co rozumiem przez słowo Bóg, wolę raczej określenie Pierwsza Rzeczywistość. Zen mówi o Pustce, hinduizm o Brahmanie, Mistrz Eckhart o Boskości, Jan Tauler o Ostatecznej Przyczynie.

**

(…) uważam, że środkami rozumu nie pojmiemy misterium zła. Ażeby zrozumieć zło, trzeba wejść na inną płaszczyznę – na płaszczyznę, na której doświadczymy, że śmierć, cierpienie i ból należą do ewolucyjnego zdarzenia Boga. O tej wiedzy nie da się nikogo przekonać. Jest zamknięta przed naszym rozumem. Rozum stworzyłby zupełnie inny świat – dużo lepszy świat.

**

Czy cierpienie, strach i ból są zjawiskami występującymi dopóty, dopóki istnieje ego, które przeżywa je jako takie? Tak. Złem nazywamy zawsze to, co szkodzi naszemu ego. Jeżeli ego straci – w doświadczeniach, które opisaliśmy powyżej – na znaczeniu, to wtedy również zło otrzymuje inną wartość. Mówiąc obrazowo: Jeżeli gałąź rozumie siebie tylko jako gałąź, to wtedy wyschnięcie i odpadnięcie przyprawia ją o strach. To wydaje jej się złem. Jeżeli jednak gałąź swoją tożsamość widziałaby nie w byciu gałęzią, lecz w byciu drzewem, wtedy pozbyłaby się lęku przed odpadnięciem, ponieważ to drzewo i życie drzewa są jej prawdziwym życiem. To, co istnieje rzeczywiście, żyje dalej.

**

Czy także lęk przed śmiercią wynika z tego, że boimy się o przetrwanie ego? Oczywiście. Na tym polega zbawcza obietnica religii. Gwarantuje ona, że ego będzie żyło w ten czy inny sposób. Jeżeli się tę zbawczą obietnicę wykreśli, to religia straci na znaczeniu. Mistyka natomiast uwalnia nas od pragnienia przetrwania ego, ponieważ za życia umożliwia doświadczenie, że nasza prawdziwa tożsamość nie leży bynajmniej w ego, z którym błędnie się identyfikujemy.

**

(…) również z punktu widzenia mistyki istnieją działania i sposoby zachowania, które są niezgodne z życiem i jego rozwojem. Nie krytykuje się ich, dlatego, że naruszają normy etyczne, lecz dlatego, że utrudniają rozwój życia. Dla mistyki grzechem jest w gruncie rzeczy odmowa samotranscendencji, odmowa otwarcia się w miłości. Inaczej rzecz ujmując, podstawową strukturą grzechu jest przywiązanie się do ego.

**

Obecna epoka dualnej, egocentrycznej racjonalności zmierza ku końcowi. Istnieją powody, żeby przyjąć, że w ciągu ewolucyjnego postępu dualne myślenie będzie schodziło na drugi plan i ustąpi miejsca mistycznemu doświadczeniu naszej prawdziwej istoty.

**

Doświadczając naszej prawdziwej istoty, doświadczamy również więzi z wszystkimi innymi istotami.

**

Mówiliśmy już o filozoficznej i teologicznej tradycji philosophia perennis (filozofii wieczystej). Chodzi o próbę umieszczenia doświadczeń mistycznych w pewnym kontekście pojęciowym, względnie o próbę poddania świata interpretacji mistycznej. Jeśli filozofii brakuje składnika mistycznego, to powstaje coś takiego, jak egzystencjalizm lub filozofia Nietzschego. Obydwie te filozofie są dla mnie całkowicie zrozumiałe i potrafię się w nie świetnie wczuć. Myślą, że zabijają Boga. A tymczasem z punktu widzenia doświadczenia mistycznego jest on już dawno martwy. Ponieważ filozofiom tym brak wymiaru doświadczenia mistycznego, nie są w stanie dostrzec, że głoszona przez nie śmierć Boga może oznaczać narodziny nowego, szerszego rozumienia Boga. Punktem wyjścia, philosophia perennis jest doświadczenie mistyczne, i dlatego należałoby sobie życzyć, żeby jej tradycja znów została ożywiona.

**

„Niematerialny duch porusza mózg” powiada John Ecdes, badacz mózgu i noblista.

**

Ważne odkrycia poczyniono w immunologii. Dziś wiemy, że siła naszego systemu odpornościowego zależy od stanu naszego ducha. To on sprawia, że lepiej lub gorzej bronimy się przed chorobą. Badania naukowe wskazują na to, że określone komórki systemu immunologicznego są atakowane przez depresję lub stres. Na przykład u dziewięćdziesięciu procent pacjentów z wysokim ciśnieniem krwi medycyna nie potrafi podać innej przyczyny niż bodźce psychiczne. To pokazuje, jak uczucia, nastroje i myśli są przemieniane w chemiczne komunikaty i prowadzą do zdrowia albo do choroby. Ale to znaczy także, że zmieniając stan naszego ducha, możemy oddziaływać na stan naszego ciała. Każdy, kto ma, choć trochę doświadczenia z medytacją lub kontemplacją, wie, jak bardzo wpływają one na ciało.

**

Mówiąc wprost, nie jesteśmy istotami złożonymi z ciała i ducha. W rzeczywistości jesteśmy duchem, względnie energią duchową.

**

Tak. Stosunek jednostki do całości w kosmosie dobrze tłumaczy porównanie z hologramem. Hologram to obraz, który może być wielokrotnie dzielony. Promień lasera z każdej pojedynczej części wydobywa cały obraz. W każdej, zatem części ukryty jest cały obraz. Jeśli wyobrazimy sobie kosmos jako hologram, to możemy powiedzieć, że każdy i każde przedstawia jakiś punkt tego hologramu – a wszystko jest przedstawieniem całości. Znaczy to również, że wszystko, co spotyka pojedynczą część, ma skutki dla całości. Nasza świadomość ma stałe połączenie sieciowe z każdą inną świadomością w uniwersum. Nasza świadomość jest wobec tego zwierciadłem świadomości całej ludzkości, ba, całego kosmosu.

**

Dlatego prawdziwe rozumienie rzeczywistości zakłada samorezygnację z indywidualności ego. Dla myśli europejskiej, w tym także dla teologii, które indywidualność ego albo subiektywność mają za absolutną rzeczywistość, teza ta stanowi niesłychaną prowokacje. Tak, ale wyniki badań nauk przyrodniczych potwierdzają taki sposób widzenia. Natomiast teologia ucieka przed nimi i głosi nadal uwiecznienie ego w zaświatach. Tym samym traci szansę dostarczenia ludziom podstawy do przeżycia religijnego. Chrześcijaństwo potrzebuje zupełnie nowej interpretacji – interpretacji, która rozwinie nową teologię wziętą ze skarbnicy kosmologicznego poznania nauk przyrodniczych.

**

Ktoś, kto chce poważnie pójść drogą duchową, powinien, moim zdaniem, móc na pewien czas wycofać się ze społeczeństwa. Ale potem powinien do niego wrócić. Droga prowadzi z powrotem do codzienności. Zadaniem człowieka jest być człowiekiem. Jeżeli Bóg ma wobec nas jakieś plany, to jego plan polega na tym, że chciałby się w nas zamanifestować jako człowiek. Nie potrzeba, zatem odwracać się na płaszczyźnie zewnętrznej. Przeciwnie! Ktoś, kto odwraca się tylko zewnętrznie, łatwo może ulec złudzeniu, że tym samym osiągnął także wewnętrzne odwrócenie od ego. Ale na to nie ma żadnej gwarancji.

**

(…) ponieważ wiele terapeutycznych wysiłków zmierza do stabilizacji ego, do uwolnienia go od przeszkód i kompleksów, żeby mogło sprawnie funkcjonować w swoim społecznym otoczeniu. Do rzeczywistego wyzdrowienia to nie wystarczy. Już C.G. Jung wiedział, że właściwe problemy człowieka leżą dużo głębiej, że wynikają z jego najczęściej nieudanej walki o sens: „Wśród wszystkich moich pacjentów po przekroczeniu połowy życia, to znaczy po trzydziestym piątym roku życia, nie ma ani jednego, którego ostateczny problem nie byłby problemem religijnego nastawienia. Tak, każdy choruje ostatecznie na to, że utracił coś, co żywe religie dawały swoim wiernym we wszystkich czasach, i nikt nie zostanie naprawdę wyleczony dopóty, dopóki nie osiągnie na powrót swojego religijnego nastawienia. Nie ma to nic wspólnego z wyznaniem lub przynależnością do kościoła”.

**

Emocje i lęki muszą zostać porządnie przeżyte. Bez komentarza, bez kontynuacji, bez wykrzywiania, bez tłumienia. Emocje są jak chmury, które ciągną po błękitnym niebie. Przejściowo je zaciemniają, potem jednak znikają z pola widzenia.

** 

Nie utożsamianie się z naszymi stanami uwalnia od przywiązania do ego i otwiera na naszą prawdziwą istotę. Umiejętność ta nie ma nic wspólnego ze stłumieniem. (…) Trzeba poczekać, aż minie. Im mniej się z nią utożsamiamy, tym mniejszą ma siłę. To nie znaczy, że już nic nie czujemy. To znaczy tylko, że pod wszystkimi wzburzeniami naszej psychiki kryje się pokład, który pozostaje nienaruszony. Emocje nas nie pochłaniają. Nie gnają nas.

**

Z tej perspektywy ego pojawia się jako to, czym jest naprawdę, jako centrum organizacyjne i ośrodek funkcjonowania ziemskiej egzystencji. Dlatego lęk ego przed śmiercią jest uzasadniony. Rozpłynie się ono, chociaż stworzone zostało do tego, by zapobiec takiemu rozpłynięciu się życia. Zostało stworzone dla zapewnienia dynamiki życia – jest kulturotwórcze i kreatywne. Ego nie może tak się zachowywać, jakby nie było lęku przed śmiercią. Ten lęk może ustąpić tylko wraz z ego (…)

**

Mistyka chrześcijańska także mówi o umieraniu ego. I w tej mierze, w jakiej nasze małe ego, ten lękliwy, zrozpaczony, agresywny, oportunistyczny, manipulujący i zbyt rzadko pogodny konglomerat procesów psychicznych umrze – w takiej mierze rozwinie się zaufanie, radość i pewność.

**

Nirwana w buddyzmie zen nie jest niczym przyszłym. Jest nagą teraźniejszością. Kto rzeczywiście osiąga nirwanę, osiąga bezczasowość, to znaczy chwilę teraźniejszą. Mistyka nie zna żadnych zaświatów.

Photo: Hokusai Katsushika – Wielka fala

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Dorota Tarkowska

    Ciekawe cytaty, jest to całkiem inne spojrzenie na rzeczywistość. Może w końcu sięgnę po książkę 🙂

    • Polecam, choć wydaje mi się, że są to „ciężkie” tematy, tzn. niewiele jest osób, które dojrzały do tego sposobu postrzegania rzeczywistości. Czasami mam wrażenie, że na końcu znajduje się ta jedna Prawda.

      • Philosophia Perennis

        Ten oto schemat zrobił na mnie niegdyś wielkie wrażenie…
        Pokazuje, że każda religia zawiera w sobie mistyczne ziarno prawdy.
        (to właśnie dlatego Willigis Jager może być jednocześnie benedyktynem i mistrzem zen, czego wiele osób nie może pojąć…)

        • Bardzo ciekawy schemat, tylko zastanawia mnie czym jest „Inner Mysteries Gnosticism”. Bo przecież można studiować Kabałę czy np. medytować w buddyzmie. A w chrześcijaństwie ta droga jest bardzo mglista – przynajmniej dla mnie…

          • Philosophia Perennis

            Zgadza się! Kościoły chrześcijańskie (szczególnie katolicki) zrobiły wiele, żeby chrześcijańską mistykę zepchnąć na margines. Prawie żaden katolik, z którym rozmawiałem, nie ma zielonego pojęcia o mistycznym pierwiastku w chrześcijaństwie. Dlatego wielki szacunek dla Willigisa Jagera za to, że ten pierwiastek próbuję odświeżyć i przypomnieć.
            (a propos, pochwalę się, że byłem na wykładzie Willigisa w Katowicach, a nawet poprosiłem go o podpisanie książki „Fala jest morzem” 😛

          • A ja dalej nie za bardzo wiem o co chodzi z tym mistycznym pierwiastkiem w chrześcijaństwie. Obiło mi się jedynie o uszy pojęcie medytacji chrześcijańskiej/ kontemplacji… I jak rozumiem to jest chyba jakaś droga :>

          • Philosophia Perennis

            We wszystkich religiach ogólnoświatowych (i pewnie nie tylko) – czyli w buddyzmie, taoizmie, hinduizmie, judaizmie, chrześcijaństwie i islamie – można wyróżnić poziom egzoteryczny i ezoteryczny (ciekawie mówił na ten temat Ken Wilber, polecam!). Mówiąc w skrócie: poziom ezoteryczny to mistyka, kontemplacja, przebudzenie, natomiast poziom egzoteryczny (czyli zewnętrzny) to po prostu religia dla mas: uproszczona, spłycona, zniekształcona, pełna sprzeczności o dopowiedzianych historii. Religie ogromnie różnią się między sobą, ale tylko na tym poziomie powierzchniowym (egzoterycznym), natomiast na poziomie mistycznym (ezoterycznym) mówią właściwie TO SAMO, różnią się tylko sposobami opisu.
            Jeśli interesuje Cię mistyczny pierwiastek w chrześcijaństwie, zainteresuj się gnostycyzmem oraz apokryfami biblijnymi, szczególnie ewangelią Tomasza (są dostępne w internecie)

            A propos: mam dla Ciebie ciekawy filmik (to fragment filmu „Ewangelia wg Judasza”) :

          • Dzięki za info, w długi weekend pogrzebię w necie i poczytam sobie 🙂

  • Philosophia Perennis

    Świetny tekst!
    A przy okazji, zapraszam na moją stronę poświęconą tej właśnie książce:
    https://www.facebook.com/pages/Willigis-J%C3%A4ger-OSB-FALA-JEST-MORZEM/281775188530584?fref=photo

    • To właśnie przez Twoją stronę trafiłam na tę książkę 😀 Dzięki! 😀

      • Philosophia Perennis

        Haha! 🙂 To niesamowite, jak to wszystko przenika się, zazębia i uzupełnia! Pozdrawiam Cię Haniu! 🙂