A może by tak przejść na dietę… informacyjną?

dieta informacyjna

Oglądając codzienne wiadomości można odnieść wrażenie, że na świecie nie dzieje się nic dobrego. Wypadki, katastrofy, morderstwa. Taka tam, zwykła codzienność. Aż ciężko naliczyć i spamiętać wszystkie wydarzenia, które miały miejsce wczoraj, a co dopiero kilka dni temu. Jednak ostatnio czara przelała się. A co takiego się wydarzyło?

Tylko w zeszłym tygodniu: postrzelenie mężczyzny, który rzucał siekierą, nożem i tłuczkiem, zastrzelenie niebezpiecznego pacjenta w szpitalu, katastrofa w rosyjskim metrze, wypadek busa, utonięcie siedmiu osób w szambie, wypadek polskiego autokaru w Niemczech, no i na koniec zestrzelenie malezyjskiego boeinga na Ukrainie. I jeszcze ten nieszczęsny, najsmutniejszy niedźwiedź, który cierpi na depresję.

Jutro o większości z tych wydarzeń mało kto będzie pamiętać, ale mimo wszystko pozostają one gdzieś w nas zapisane. Zawsze wydawało mi się, że codzienne oglądanie wiadomości to absolutne minimum, bo trzeba być na bieżąco w sytuacji w Polsce i na świecie. Teraz zaczynam w to powątpiewać, kiedy widzę jak takie informacje działają na mnie przygnębiająco. Pomijam już inny aspekt, który utrudnia zrezygnowanie z codziennej dawki informacji – że śledzenie wiadomości wciąga, jak jakiś serial, albo może brazylijska telenowela. „Co z tym zaginionym boeingiem – znajdzie się czy nie?”, „Jaki będzie ciąg dalszy afery podsłuchowej?” itd. Wniosek jest jeden: najwyższa pora przejść na dietę informacyjną.

Dieta informacyjna – co to jest?

Pierwszy raz zetknęłam się z tym pojęciem w książce Timothy’ego Ferrissa. Wówczas było to dla mnie nie do pomyślenia, a moja pierwsza myśl była taka: „jak można żyć nie wiedząc nawet co dzieje się na świecie”. Dziś dochodzę do wniosku, że to jest całkiem dobre rozwiązanie, zwłaszcza, że media wciąż się tabloidyzują, a idea bycia „świadomym ignorantem” jest… rozsądna.

Nasz mózg jest codziennie zalewany ogromną ilością informacji, które są nie tylko nam niepotrzebne, ale mają na nas negatywny wpływ. Zawsze lubiłam być na bieżąco, ale dzisiejsze media w poszukiwaniu sensacji i tragedii prześcigają już same siebie. A wiadomo przecież, że katastrofy i zamachy przyciągają rzeszę odbiorców – nic tak nie przyciąga jak tragedia innych ludzi. Dodatkowo poziom tekstów na portalach informacyjnych jest z roku na rok coraz niższy. Dzięki diecie informacyjnej odzyskujemy czas i dobre samopoczucie.

FOMO (fear of missing out), czyli lęk przed przegapieniem

Na opisywane zjawisko jest nawet nazwa. FOMO to stan, w którym czujemy niepokój, a raczej lęk na myśl o tym, że możemy przeoczyć ważną informację, nie dowiemy się o czymś, o czym wszyscy wiedzą. Z tego powodu odświeżamy Facebooka, serwisy z wiadomościami i sprawdzamy pocztę kilka razy dziennie.

Co zyskamy na diecie informacyjnej?

Takie ciągłe sprawdzanie poczty i informacji nic nie zmienia. Czasem zdarzy się, że ciekawą plotkę można podać dalej. Niestety, ale większość wiedzy zaczerpniętej z portali społecznościowych i serwisów informacyjnych to tzw. puste kalorie. W każdej diecie chodzi jednak o nie totalne odcięcie, a ograniczenie bodźców. Kwestią kluczową jest złoty środek (zresztą jak wszędzie).

Jak przejść na dietę informacyjną?

  • Ograniczenie oglądania telewizji. Z tym już się dawno uporałam – po prostu nie mam telewizora. Dodatkowo oglądam tylko jedno wydanie wiadomości, ale i z tego kiedyś zrezygnuję.
  • Ograniczenie i uporządkowanie Facebooka. Im mniej zdarzeń na Twojej tablicy, tym masz więcej czasu! A jak zrobić porządki na Facebooku? Można podzielić znajomych na dwie grupy: bliscy i dalecy znajomi (dzięki temu w aktualnościach zobaczysz informacje przede wszystkim od osób, z którymi utrzymujesz bliski kontakt). Możesz też ustawić dla danej osoby opcję pokazywania tylko ważnych zdarzeń albo w ogóle żadnych. Warto odlajkować niektóre strony (lub chociaż ustawić opcję niepokazywania w aktualnościach).
  • Ograniczanie źródeł informacji z kraju i ze świata. Nie czytam newsów i informacji z portali typu onet czy wp. Jedno źródło wiadomości w zupełności wystarczy. Jeśli czytasz codziennie papierową gazetę, to nie warto oglądać już dziennika telewizyjnego i odwrotnie.
  • Zrobienie porządku w swojej poczcie. Tutaj czeka mnie sporo pracy, bo mam kilka skrzynek, a dodatkowo otrzymuję tonę spamu i newsletterów, z których wkrótce wypiszę się. Dobrze jest też wyłączyć powiadomienia o każdej nowej poczcie, a maila sprawdzać raz lub dwa razy dziennie.
  • Selektywna ignorancja. Nie warto interesować się wszystkim, a tylko tym co dotyczy pracy, pasji czy rozwoju. Wszystko inne – do wyrzucenia.
  • Oczyszczenie zakładek w przeglądarce. W zakładkach zawsze robi mi się największy bałagan, ale ostatnio uporałam się z tym i w końcu  mam porządek. Jeśli znajdują się tam strony, na których nie odwiedza się od miesięcy, to po co je tam trzymać?

Wychodzi na to, że niedługo stanę się „świadomą ignorantką”. Zaczynam oswajać się z tą myślą, bo właściwie nie ma sensu zaprzątać sobie głowy zbędnymi informacjami. Też tak uważacie? (:

Photo: Tumblr

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • To ja od dłuższego czasu jestem na takiej informacyjnej diecie. Sporadycznie słucham wiadomości, najczęściej jak jadę do i z pracy, telewizji praktycznie nie oglądam i staram się ograniczyć ilość przychodzących informacji do niezbędnego minimum. Po co denerwować się czymś, na co i tak nie mam wpływu? Ale chyba pora posprzątać FB, tak sobie pomyślałam…

    • A ja się zastanawiam, czy byłabym w stanie wytrzymać bez wiadomości np. tydzień. Bo jestem od nich tak uzależniona, że muszę bardzo powoli przechodzić na tę dietę 😉

  • Wadą takiej diety jest fakt, że czasami błysnę w towarzystwie brakiem znajomości tego co akurat się dzieje… za to plusów jest mnóstwo 😉 Czytałam gdzieś, że w ogóle nie powinno się oglądać/czytać wiadomości przed snem. Dobre rzeczy stanowią pewnie mniej niż 1%, a reszta to same tragedie i konflikty, trudno żeby to miało na nas pozytywny wpływ. No i te plotki, reklamy, śmieciowe informacje…

    • Ana

      Bo „good news is a bad news”, niestety. Dlatego wolę sport – tam częściej padają informacje pozytywne 🙂

      • Ale to chyba w sporcie jest najwięcej złych informacji, zwłaszcza jeśli chodzi o piłkę nożą :))

        • Ana

          Wszystko zależy od punktu siedzenia. Ja piłkę nożną lubię, ale niekoniecznie polską 🙂 Wolę siatkówkę, skoki, lekką atletykę, kolarstwo, piłkę ręczną. A że to jest sport, to logiczne, że by wygrać mógł ktoś, przegrać musi ktoś – mam to szczęście zwykle kibicować lepszym 🙂

  • Telewizor posiadam, ale niezbyt często oglądam, bo informacje docierają do nas z tak wielu źródeł, że to, co podadzą w „Wiadomościach” już po prostu wiemy. Lubię czytać za to komentarze, więc sięgam od czasu do czasu po prasę, żeby poznać opinię, a nie fakt 😉 Nie bardzo potrzebuję takiej „diety”, czasem rzeczywiście czuję, że coś mi umyka, ale odwyk przychodzi jakoś naturalnie, kiedy zwyczajnie nie mam czasu 🙂 Pozdrawiam!

    • Po niektórych wiadomościach (zwłaszcza tych ostatnich) nie mam już ochoty na przeglądanie serwisów z wiadomościami, bo zauważyłam, że negatywnie na mnie wpływają. Z drugiej strony to już chyba uzależnienie 😉

      • Na pewno jest pogoń za złymi informacjami. Brakuje wokół dobrych newsów i to nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że te złe są po prostu paradoksalnie bardziej klikalne. Media kreują rzeczywistość, choćby poprzez dobieranie informacji na stronie głównej 🙂

  • Jestem zdania, że jeśli wydarzy się coś naprawdę ważnego, to w jakiś sposób się o tym dowiem prędzej czy później. Na szczęście w dobie Internetu nie musimy czekać codziennie na Wiadomości czy Teleexpress (bo może coś ważnego się wydarzyło i trzeba obejrzeć), możemy sami dozować sobie dopływ złych informacji. I to jest dobre. 🙂

    • Masz takie samo podejście jak Tim Ferriss, bo pisał dokładnie o tym samym w swojej książce 🙂

  • Joanna Rytter

    Ja już od dawna nie oglądam wiadomości, czasem jakiś serwis informacyjny słucham w radio. I w taki sposób żyje mi się o wiele spokojniej… 😉