5 książek o tematyce obozowej

5 książek o tematyce obozowej

Zawsze kiedy myślę o obozach zagłady, przypomina mi się najsłynniejszy eksperyment więzienny profesora Zimbardo i to do czego jest w stanie posunąć się człowiek. Nie wiem, czy bardziej wierzę w teorię istnienie zła, czy może raczej bliższy mi jest pogląd, który mówi o tym, że zło to nic innego jak brak dobra. W każdym razie – dziś robię przegląd książek o obozach koncentracyjnych. Muszę przyznać, że ich czytanie jest wyczerpujące psychicznie, dlatego moje kolejne książki będą lekkie i przyjemne.

#1 „I boję się snów” Wanda Półtawska

Wstrząsające wspomnienia Wandy Półtawskiej z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie była więziona w latach 1941-1945. Przeraża opis poniżenia i cierpienia oraz nieludzkich eksperymentów medycznych, jakim była poddawana autorka. Operacje bez znieczulenia, jątrzące się rany na nogach oraz wielki głód na granicy życia i śmierci. Kiedy wojna już się skończyła Wanda Półtawska leżała jako jedyna żywa w trupiarni. Ale przeżyła. Po wyzwoleniu obozu bała się koszmarnych snów, które co noc pojawiały się i nie dawały zasnąć, dlatego swoje wspomnienia tuż po wojnie spisała. Książka została wydana w latach 60.

Wiele z tych historii wydaje się być nieprawdopodobne, a to że autorce udało jej się wyjść z sytuacji bez wyjścia, uważam za cud. Chciałam opisać tu kilka „ciekawszych” zdarzeń, ale doszłam do wniosku, że są zbyt przerażające, a każdy zainteresowany pewnie i tak sięgnie po tę książkę.

Zainteresowało mnie coś, co wyczytałam na temat autorki, a czego nie ma w książce. Wanda Półtawska była bliską przyjaciółką Jana Pawła II, obecna przy jego śmierci. jest lekarzem, specjalistką w dziedzinie psychiatrii (to właśnie będąc w obozie koncentracyjnym podjęła decyzję, że pójdzie na medycynę). Co najciekawsze została ona uzdrowiona przez Ojca Pio z choroby nowotworowej (zachowała się korespondencja ówczesnego arcybiskupa Karola Wojtyły, z prośbą o modlitwę o uleczenie Wandy Półtawskiej i późniejsze podziękowanie papieża za skuteczną interwencję; korespondencja listowna z Janem Pawłem II trwająca aż do jego śmierci stanowiła utajniony materiał dowodowy w procesie beatyfikacyjnym). W świetle tych faktów historia jej pobytu w obozie koncentracyjnym jest tak nieprawdopodobna, że ciężko mi było uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.

#2 „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktor Frankl

Viktor Frankl to psychiatra i psychoterapeuta, doktor filozofii, a także profesor neurologii i psychiatrii wydziału medycznego Uniwersytetu Wiedeńskiego. Jego książka jest tak wyjątkowa, bo opisuje zdarzenia i zachowania ludzi w kontekście swojej wiedzy z zakresu psychologii i psychiatrii. Frankl często cytuje F. Nietzsche („Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje”), A. Schopenhauer’a czy B. Spinozę, a także innych myślicieli i filozofów. Pisze o sensie życia, jego poszukiwaniach, o cierpieniu, dlaczego cierpimy. Jego ojciec, matka, brat oraz żona zginęli w obozach lub znaleźli śmierć w komorach gazowych, ale jemu udało się przeżyć.

Pierwsza część dotyczy jego pobytu w obozie koncentracyjnym i próbach odnalezienia sensu życia, druga natomiast opisuje metody psychoterapeutyczne. Freud uważał, że życiem człowieka rządzi popęd seksualny i pokusy, natomiast Viktor Frankl uważał, że odnalezienie sensu życia jest tym co pozwala nam żyć. Poniżej zamieściłam kilka dłuższych cytatów z książki (jest ich mnóstwo).

„„Doktorze Franki, pańska książka to absolutny bestseller. Co pan sądzi o tak spektakularnym sukcesie?”. Na co reaguję zwykle stwierdzeniem, iż nie traktuję powodzenia mej książki jako osobistego sukcesu ani osiągnięcia, lecz raczej jako potwierdzenie duchowej nędzy naszych czasów; skoro setki tysięcy ludzi sięgają po książkę, której tytuł wyraźnie nawiązuje do kwestii sensu życia, musi być to dla nich niezwykle aktualny i palący problem.

„Na krótko przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do drugiej wojny światowej zostałem zaproszony do Konsulatu Amerykańskiego w Wiedniu po odbiór wizy wjazdowej. Moi rodzice – starsi ludzie – byli w siódmym niebie; sądzili, że wkrótce uda mi się wyjechać z Austrii. Nagle jednak ogarnęły mnie wątpliwości. Szczególnie jedno pytanie nie dawało mi spokoju: czy rzeczywiście mogę pozwolić, aby moi rodzice samotnie stawili czoło czekającej ich przyszłości, groźbie, że – prędzej czy później – zostaną zesłani do obozu koncentracyjnego, a może nawet do tak zwanego obozu zagłady? Co jest moim obowiązkiem? Czy powinienem w pierwszej kolejności zatroszczyć się o swoje intelektualne dziecko, logoterapie, wybrać emigrację i żyzny grunt do pisania książek? A może raczej powinienem skupić się na obowiązkach, które jako rodzony syn miałem wobec swoich rodziców, i zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby ich ochronić? Rozważałem wszystkie argumenty za i przeciw, lecz mimo to nie byłem w stanie podjąć decyzji; dylemat, z jakim miałem do czynienia, wprost wołał o „interwencję niebios”, jak to się czasami mówi. Pewnego dnia zauważyłem leżący na stole kawałek marmuru. Kiedy zapytałem ojca, skąd się tam wziął, odparł, że znalazł go w miejscu, gdzie narodowi socjaliści spalili największą wiedeńską synagogę. Zabrał go ze sobą do domu, ponieważ był to fragment tablicy z dziesięcioma przykazaniami. Na marmurze wyryta była złocona hebrajska litera; ojciec wyjaśnił mi, że symbolizuje ona jedno z przykazań. Natychmiast zapytałem: – Które? On zaś odparł: – Czcij ojca swego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi. W tej samej chwili postanowiłem pozostać razem z moimi rodzicami.

„Młoda kobieta, o której mowa, wiedziała, że umrze w ciągu najbliższych kilku dni. A jednak kiedy z nią o tym rozmawiałem, sprawiała wrażenie radosnej. – Jestem wdzięczna losowi za to, że tak ciężko mnie doświadczył – oznajmiła mi. – W poprzednim życiu byłam zepsuta i za nic miałam rozwój duchowy. – A wskazując na okno baraku, powiedziała: – To drzewo to mój jedyny przyjaciel w samotności. – Przez okno widziała tylko jedną gałąź kasztanowca, a na niej dwa rozkwitłe pąki. – Często z nim rozmawiam – dodała. Zaskoczony nie wiedziałem, jak mam to rozumieć. Czyżby chora już majaczyła? Czyżby cierpiała na halucynacje? Niespokojnie zapytałem, czy drzewo jej odpowiada. – Owszem. – A co takiego mówi? Na to kobieta odrzekła: – Powiedziało do mnie: jestem tutaj, jestem tutaj i mam w sobie życie, życie wieczne.”

„Tymczasem moje myśli krążyły wokół obrazu żony, który wciąż miałem przed oczyma. W pewnej chwili przyszło mi coś do głowy: przecież nawet nie wiedziałem, czy ona nadal żyje. Wiedziałem jednak coś innego – coś, w co do tej pory głęboko wierzę: miłość nie ogranicza się do fizycznej powłoki ukochanej osoby. Prawdziwą głębię odnajduje się, dopiero wnikając w jej duchowe jestestwo, jej wewnętrzne „ja”. Wówczas to, czy osoba ta jest przy nas obecna, czy nie, czy żyje, czy jest martwa, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.”

„Ale nie tylko życie kreatywne i polegające na bogactwie doznań ma sens; skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie. Ludzka egzystencja nie jest bowiem kompletna bez cierpienia.”

„Spośród tysięcy więźniów tylko nielicznym udało się zachować swoją wewnętrzną wolność i traktować cierpienie jako okazję do duchowego rozwoju, lecz nawet pojedynczy przykład stanowi wystarczający dowód na to, że dzięki wewnętrznej sile można wznieść się ponad wszystko, co przyniesie los. Zjawisko to nie ogranicza się zresztą do obozów koncentracyjnych; każdego dnia na całym świecie ludzie muszą stawiać czoła przeznaczeniu; mają wówczas szansę, aby poprzez swoje cierpienie osiągnąć coś dobrego.

„Łatwo było zapomnieć, że skrajnie trudne położenie często bywa okazją do duchowego rozwoju. Zamiast potraktować trudy pobytu w obozie jako egzamin sprawdzający ich wewnętrzną siłę, zrezygnowani więźniowie przestawali brać życie na serio i pogardzali nim, jakby było czymś całkiem bez znaczenia. (…) Oczywiście tylko nieliczni byli w stanie wznieść się na moralne i duchowe wyżyny. Niektórym jednak udawało się dokonywać rzeczy wielkich i dowodzić swego człowieczeństwa, chociaż pozornie ponosili klęskę, tracąc życie. Podobne osiągnięcie byłoby niemożliwe w normalnych warunkach.”

„Najważniejsza jest jednak trzecia droga poszukiwania sensu; nawet bezbronna ofiara beznadziejnej sytuacji, stojąca w obliczu losu, którego nie sposób zmienić, może wznieść się ponad siebie, przerosnąć siebie i tym samym stać się innym człowiekiem. Ktoś taki może przemienić osobistą tragedię w triumf.”

#3 „Dymy nad Birkenau” Seweryna Szmaglewska

„Dymy nad Birkenau” to relacja z przeżyć autorki podczas pobytu w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.  Seweryna Szmaglewska przedstawia codzienne życie oświęcimskie we wszystkich, najdrobniejszych przejawach. W przeciwieństwie do „I boję się snów” jest to jednocześnie precyzyjnie przemyślana kompozycja literacka. Przeczytałam na razie prawie połowę książki i to jedna z najbardziej szokujących lektur z jakimi miałam do czynienia.

#4 „Byłem asystentem doktora Mengele” Miklós Nyiszli

Tę książkę czytałam kilka lat temu, ale wciąż o niej pamiętam. Miklos Nyiszli to węgierski lekarz, więzień Oświęcimia, w 1944 roku był w obozie przydzielony do pracy w „laboratorium” doktora Mengele, zbrodniarza wojennego. Przez placówkę stworzoną i kierowaną przez doktora Mengele przewinęły się setki ofiar, które uśmiercano, aby zdobyć materiał do „naukowych” badań.

Po przeczytaniu tej książki długo byłam wstrząśnięta: opisem selekcji na rampie, wybieraniem bliźniąt, ich „hodowlą”, dokonywaniem eksperymentów „medycznych”, zabijaniem dosercowym zastrzykiem. Oczywiście ze zrozumiałych względów, nie będę przytaczać owych eksperymentów „medycznych”. Książka tylko dla czytelników o mocnych nerwach.

#5 „Chłopiec w pasiastej piżamie” John Boyne

Najpierw obejrzałam film (nawet dwa razy) pod tym samym tytułem, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, później natknęłam się na książkę. Wydaje mi się, że najlepiej jest najpierw zobaczyć ekranizację, a dopiero potem przeczytać książkę. Film dużo bardziej wyciska łzy niż książka. Warto jednak przeczytać „Chłopca w pasiastej piżamie’ ze względu na to jak umiejętnie autor ukazał okrutny świat dorosłych i wojenną rzeczywistość widzianą oczami dziecka.

„Chłopiec w pasiastej piżamie” to wstrząsająca historia pięknej przyjaźni na przekór szalejącej wojnie. Dwóch chłopców i dwa zupełnie różne światy. Obaj urodzili się w tym samym dniu, miesiącu i roku, ale los potraktował ich zupełnie inaczej. Bruno, syn niemieckiego oficera, żyje podczas wojny, prawie w ogóle jej nie doświadczając, natomiast Szmul to syn żydowskiego zegarmistrza, zna wojnę od tej najgorszej, najbardziej nieludzkiej strony. Pewnego dnia chłopcy spotykają się przy kolczastym drucie, a resztę musicie obejrzeć/ przeczytać sami!

Znacie jakieś książki o tej tematyce, które warto przeczytać?

Photo: tumblr

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Z tych pięciu książek czytałam ostatnią. Bardzo mnie poruszyła. Jestem chyba za wrażliwa na niektóre książki, bo zdarza mi się uronić łzę przy niektórych fragmentach z literatury. Czasami są to sceny bardzo smutne, a czasami wręcz przeciwnie 🙂 z resztą… przy niektórych filmach czy nawet przy niektórych piosenkach zdarza mi się płakać 🙂
    Taka jestem beksa i już 🙂
    Ale lubię to w sobie.

    • Też mi się zdarza płakać przy filmach i książkach, ale ekranizacja ostatniej książki to wyjątkowy wyciskacz łez :>

  • Przeczytałam pozycję nr 4 i 5 z Twojej listy. Ciężka tematyka. Na myśl przychodzą mi jeszcze dwie książki Jana T. Grossa, traktujące o antysemityzmie. Swego czasu wywołały u nas ogromną burzę. Pamiętam, że byłam w Krakowie na spotkaniu z autorem i to, co się działo pod drzwiami audytorium wołało o pomstę do nieba. Niestety Gross jest u nas mało popularny, bo głosi tezy, które Polakom nie przypadają do gustu. Tymczasem za granicą jest uważany za wybitnego naukowca.

  • Dorota Tarkowska

    świetne cytaty z książki Viktora Frankla, zachęciłaś mnie do przeczytania 🙂

  • Edyta

    Polecam książkę „Czerń i purpura” Wojciecha Dutki.